Polska sztuka / Teatr

  • Opublikowano:

    2010-07-08
  • Odsłon:

    230

Teatr jest snem, więc śnijmy razem

Od 24 kwietnia na afiszu Teatru Narodowego widnieje „Księżniczka na opak wywrócona” Jarosława Marka Rymkiewicza. Polski poeta podjął się imitacji, jak sam mówi, XVIII-wiecznego utworu Pedro Calderona de la Barca. Tworząc własny scenariusz wykorzystał także monolog ze słynnej sztuki Calderona „Życie jest snem”, fragmenty z Naborowskiego, Morsztyna i odwołał się do freudowskiej symboliki.

W efekcie powstała nie tracąca do dziś nic ze swojej aktualności, pełna humoru zabawa teatralnymi konwencjami i językiem polskim.  Oto bowiem ogrodniczka Gileta, mężatka marząca o lepszym życiu dostaje suknię swojej pani, księżniczki Diany. Kiedy omyłkowo zostanie wzięta przez otoczenie za prawdziwą księżniczkę, rzeczywistość zacznie się jej mieszać ze snem.  Wszystkie jej perypetie Rymkiewicz zapisał wierszem.

W obsadzie spektaklu znaleźli się m.in. Ewa Konstancja Bułhak, Grzegorz Małecki, Małgorzata Kożuchowska i Piotr Adamczyk.  Podczas przedpremierowego spotkania z dziennikarzami Ci ostatni opowiedzieli, dlaczego próby do tego przedstawienia były jednymi z najtrudniejszych w ich zawodowym życiu, a reżyser Jan Englert zdradził, po co zrobił ten spektakl i dlaczego musiał uciekać przed swoimi aktorami. 

*

O spektaklu i pracy nad sztuką mówi Jan Englert, reżyser

Frederico Fellini zrobił „Amarcord” o miłości do filmu. Ja, zachowując proporcję, nie będąc Fellinim, chcę zrobić sztukę o miłości do teatru.

To jest też sztuka o nas. O nas, którzy nie zawsze wiemy, kim jesteśmy, nie zdajemy sobie sprawy, że gramy role. Często na co dzień jesteśmy ubierani w różne szaty, które nagle się nam odbiera i nie wiemy co ze sobą zrobić. Życie jest snem, a my siebie śnimy.

Jako reżyser muszę powiedzieć, że miałem niezwykłą przyjemność i frajdę z tych prób. Nikogo nie musiałem namawiać do pracy. Mało tego, zdarzało się, że sam uciekałem od aktorów, że to oni zmuszali mnie po godzinach pracy, abym przejrzał to co zrobili. Aktorzy znaleźli przyjemność w próbach. Ja im jedynie narzuciłem okoliczności zewnętrzne i pilnowałem, aby trzymali formę i styl. Nie pozwalałem się im wygłupiać, pilnowałem, żeby grali prawdziwie. Sam mam niezwykłą przyjemność obcowania z tym tekstem, ze świetną polszczyzną, z poczuciem humoru, jakie ja sam mam – lekko kpiącym i ironicznym.


*


O spektaklu i próbach do „Księżniczki na opak wywróconej” mówią Małgorzata Kożuchowska i Piotr Adamczyk


„Księżniczka na opak wywrócona” to jeden z chętniej wystawianych tekstów Jarosława Marka Rymkiewicza. O czym jest spektakl Teatru Narodowego?


Małgorzata Kożuchowska:
O miłości do teatru. Jest groteską na teatr, który miesza się z życiem.

Piotr Adamczyk:
Bawimy się konwencjami. Jest tu groteska, komedia dell arte i kawałek realizmu. To żonglerka różnego typu stylem aktorskim i teatralnym.

MK: To też opowieść o miłości, o tym, jak kostium może stworzyć człowieka, o tym, jak czasami zwykła przebieranka zaczyna wpływać na zmianę losów naszego życia, jak nam nagle zaczyna się podobać bycie kimś innym. Gram księżniczkę Dianę, która na początku sztuki swoją suknię oddaje swojej służącej, a sama przebiera się w jej ubrania, aby walczyć o miłość. Dla służącej jest to zasadnicza zmiana w życiu, bo staje się królową i zaczyna w to wierzyć. Nie chce już się tej sukni pozbyć.

P.A: A ja kocham. Kocham szczerze, do głębi. Jestem księciem Roberto, który kocha się w księżniczce Dianie.


Reżyser Jan Englert akcję sztuki umieścił w latach 50. Dlaczego?


M.K: To pomysł na scenografię czy kostiumy. Nic z tej sztuki z tego powodu nie traci na swojej aktualności i uniwersalności. Czasy się zmieniły, ale człowiek nie. Człowiek cały czas tak samo kocha i cierpi.

P.A: I lubi sobie wyobrażać.

Czy było w tej sztuce coś, co sprawiło Państwu szczególną trudność?


P.A:  Powiem szczerze, że dla mnie najtrudniejszy był moment, w którym przygotowywaliśmy ten spektakl.

Premiera odbyła się dwa tygodnie po smoleńskiej katastrofie. 10 kwietnia byliście państwo w trakcie prób…


M.K: Robimy przedstawienie, które z gruntu jest przedstawieniem wesołym. Ma być lekkie, przyjemne, radosne. A to co wydarzyło się 10 kwietnia absolutnie temu nie sprzyjało. Bardzo trudno było nam oddzielić tą rzeczywistość, w której żyjemy od teatralnej. Przyznaję, że dla mnie było to jedno z najtrudniejszych zadań w życiu zawodowym.

Dlaczego?


M.K: Mówi się, że po przekroczeniu progu teatru wchodzi się w inną rzeczywistość, zostawia się to wszystko, co jest na zewnątrz i wchodzi się w inna przestrzeń, w inne życie. Łatwiej jest wchodzić w tą przestrzeń, kiedy ona jest gotowa, kiedy wystarczy wejść w przedstawienie i je zagrać. My byliśmy dwa tygodnie przed premierą. Musieliśmy dopiero ten świat stwarzać.  To było niezwykle trudne.

Calderon twierdził, że życie jest snem…


M.K. : Czasami chce się wierzyć, że to co się dzieje, nie dzieje się naprawdę. Że przyjdzie taki moment, że się obudzi. Że rzeczywistość, która jest ciężka i zła po tym przebudzeniu przestanie istnieć. Ale są też momenty piękne, kiedy chce się, żeby się śniło w nieskończoność.

Państwa spektakl jest właśnie takim pięknym snem?


P.A.: Jesteśmy przekonani, że snem jest teatr i właśnie do takiego śnienia państwa zapraszamy.

Rozmawiała: Paulina Sygnatowicz
20 kwiecień 2010