Polska sztuka / Rzeźba

  • Opublikowano:

    2010-12-14
  • Odsłon:

    388

O polskim połączeniu Leonardada Vinci z Albrechtem Durerem

"Nigdy nie ufałem własnej wyobraźni plastycznej i nie interesowało mnie osiągnięcie stylu czy też oryginalności" - o twórczości Marka Chlandy.

Marek Chlanda to nie tylko rzeźbiarz - zajmuje się również rysunkiem, grafiką, instalacją i performencem. Urodził się 12 listopada 1954 roku w Krakowie, gdzie teraz mieszka i tworzy. Ukończył Wydział Garfiki Akademii Sztuk Pięknych w swoim rodzinnym mieście, broniąc dyplomu w 1978 roku. Okres ten Chlanda nazwał "pełnym zamętu od wszelkich ruchów postkonceptualnych". Jednak już przed obroną dyplomu miał miejsce jego artystyczny debiut - w latach 70. miał swoją prezentację podczas Festiwalu Studentów Szkół Artystycznych w Cieszynie, następnie w galerii Mały Rynek Kraków zostały pokazane jego prace w ramach I Konfrontacji Studentów Szkół Artystycznych. Od początków jego twórczości możemy zauważyć zainteresowanie kilkoma problemami, którym będzie przyglądał się również w późniejszym czasie - mianowicie zgłębiał zagadnienie procesu samego w sobie, próbując łączyć technikę rysunku z performencem, koncertem, dokumentacją. Poza tym na powierzchni jego prac często pojawiały się rózne obiekty, jak kawałki futra, drewniane klocki, sznury itp. Początkowe tego typu zabiegi doprowadziły go do stworzenia swoich pierwszych instalacji - jak np. "Epifanie" prezentowane podczas Biennale Młodych w Paryżu w latach 80. W tym czasie Chlanda powoli odchodził od swych "instalacji rysunkowych", na rzecz rzeźby, do której zazwyczaj wykorzystywał naturalne materiały, takie jak drewno, wosk, substacje smoliste i żelazo. Często jego prace z tego okresu charakteryzują się swoją łatwo rozpoznawalną konstrukcją - były to zestawy składające się z wielu elementów, zazwyczaj rozłożone nisko na ziemi, bądź oparte o ścianę. Poprzez tytuły Marek Chlanda odnosił się do tradycji literarckiej, historii i mitologii, lecz nigdy nie były to dosłowne przekazy. 


W 1985 roku miała miejsce wystawa indywidualna w Muzeum Sztuki w Łodzi "Rzeźby - reliefy - rysunki", co plasowało Chlandę w czołówce najwybitniejszych polskich artystów, gdyż Muzeum Sztuki w Łodzi to jedno z ważniejszych miejsc w Polsce poświęconych sztuce współczesnej. Prace zaprezentowane na tej wystawie powstały pod silną inspiracją najprostrzych figur geometrycznych - prostokątem (wyważony i statyczny), kołem (ekspresyjne), trójkątem (dynamiczny). 


W 1982 roku przebywał we Francji i Danii. W tym czasie powstał cykl prac na papierze, ścianie i podłodze - wspomniane "Epifanie". Brał udział w wielu pokazach i wystawach - jak np. w "Jeune Peinture" w paryskim Grand Palais, w "Poolse Avant-Garde" w Berchen. 


Marek Chlanda to również znany wykładowca - początkowo w latach 1980 - 1982 pracował na swojej macierzystej uczelni w Krakowie, a następnie realizował dydaktyczny eksperyment nazwany "Podróżującą Akademią". Chalnda, wraz ze studentami z Bergen, chciał stworzyć system studiów interdyscuplinarnych w wielu krajach Europy. W roku 1985 wykładał w Danii, zaś później był gościem cieszyńskiej filii Uniwersytetu Śląskiego. 


W 2004 roku w krakowskiej Galerii Starmach odbyła się indywidualna wystawa prac Marka Chlandy zatytułowana "Pamiętniki Boga". Zostały na niej pokazane trzy projekty: tytułowe "Pamiętniki Boga", "Zaświaty" oraz "Pudełka nagrobe". Tytuł pierwszego cyklu oraz teksty, które współtworzą prace artysty, zostały wybrane z książki "W sercu genesis" autorstwa Para Lagerkwista,  szwedzkiego laureata Nagrodu Nobla w dziedzinie literatury. 

„Czasami zarzucam sobie, że stworzyłem coś takiego jak człowiek. Czy miałem prawo to uczynić?” - to zdanie pojawiło się na jednym z "kwartetów" - czyli pracy na papierze skomponowanym z czterech części. "Pamiętniki Boga" to aż 12 takich "kwartetów", które dopowiadają: projekt neonu na papierze (treść neonu: "Pan powiedział, że będzie mieszkał w mroku"); rzeźba z drewna i gipsu oraz model konfesjonału i film (wyświetlany we wnętrzu konfesjonału).


Kolejne prace to "Zaświaty". To cykl rysunków bardzo sugestywnych - puste wnętrza z nieruchomo siedzącą postacią; kołyszący się na sznurach wisielcy; nieme twarze krzyczące bezgłośnie.


Natomiast ostatnia część wystawy, tj. "Pudełka nagrobe", to niewielkie obiekty z tektury i drewna. Gdyby spojrzeć tylko na fragment tej pracy, dostrzeglibyśmy abstrakcyjne szkice wykonane sadzą, ołówkiem, węglem i sepią. 


W 2002 roku w warszawskiej Galerii Foksal można było oglądać cykl prac Chlandy

zatytułowany "Sześć dni". Oglądając prace z tej serii poznajemy wizerunek świata widziany oczyma malarza. Według Chlandy to głównie cierpienie jest związane z naszą rzeczywistością - a dokładniej śmierć i samotność.

Charakter emocji przedstawionych na płótnie dookreślają tytuły zaczerpnięte z prozy Joyce'a. Tak więc mamy "Moansday" - czyli poniedziałek, który stał się dniem lamentu; "Tearsday" - dzień łez; "Wailsday" - dzień żałości; "Thumpsday" - dzień grzmotu; zaś soboa, "Shatterday" stała się dniem ruiny, zniszczenia. Cykl pracy "Sześciu dni" ma tak uniwersalny charakter, że każdy z odbiorców z łatwością może go interpretować według własnych doświadczeń, przeżyć. Sam artysta napisał, że pragnął "okiełznać przerażenie wobec umierającego ciała". Być może malowanie wspomnianych tematów - pełnych żalu, rozpaczy, atmosfery śmierci i przygnębienia - stało się kluczem i sposobem na poradzenie sobie z fenomenem jakim jest śmierć (wciąż przekraczająca ludzkie rozumienie) i by móc "kiedy dzień ogarnia zmierzch, śpiewać, tańczyć i śmiać się" (z notatek Chlandy). 


Od listopada do grudnia 2009 roku w poznańskim Muzeum Narodowym odbyła się wystawa indywidualna Marka Chlandy "Beatyfikacja 2006-2007" (jedna prac na załączonym do artykule zdjęciu). Na wystawie można było zobaczyć cykl prac rysunkowo-malarskich wykonane głównie węglem, ołówkiem, farbami akrylowymi (zwłaszcza na płótnie lub kartonie), a także notatki sporządzone przez autora podczas wykonywania pozostałych prac. Poszczególne prace "Beatyfikacji" są poświęcone piętnastu osobom: kaligrafowi Inoue Julichi i myślicielowi Emile Cioranowi, rzeźbarce Kalatrzynie Kobro oraz malarzowi Andrzejowi Szewczykowi, malarzowi Mark Rothko oraz stygmatyczce Wandzie Boniszewskiej, nauczycielowi Januszowi Korczakowi, poetce Nelly Sachs i jezuicie Stanisławowi Musiałowi oraz myślicielowi religijnemu Thomoasowi Mertonowi, filozofowi Ludwig Wittgenstein i artyście Donaldowi Judd, malarzowi Paul Cezanne, rysownikowi Antonin Artaud oraz wielkiemu reformatorowi teatru Jerzemu Grotowskiemu. Dzieła Chlandy, które można było oglądać na tej wystawie, to summa przemyśleń o  tych osobowościach, ich biografiach, zasługach i życiu. 


"Nigdy nie ufałem własnej wyobraźni plastycznej i nie interesowało mnie osiągnięcie stylu czy też oryginalności", powiedział artysta w jednym z wywiadów. A jednak mimo to, jego prace są na tyle oryginalne, że publicznosć bez trudu może rozpoznać jego styl. Oglądając prace Marka Chlandy należy pamiętać, że to nie tylko artysta, ale też myśliciel, filozof, a nawet czasami historiozof. Czasem wspiera się słowem pisanym, co ułatwia to niekiedy odczytywanie intencji autora. Jego rysunki są zazwyczaj bardzo sugestywne (Bogusław Deptu napisał "W rysunkkowej zacieklości Chlandy jest coś z Leonarda, ale i z Durera"), a co więcej, przekazują nam prawdę o nas samych.



JN, 28.11.2010