Myśli / 2010

  • Opublikowano:

    2010-02-23
  • Odsłon:

    377

O mistrzu i śnieżynkach….

Zabłądziłam ostatnio w galeriach malarstwa. Zajęło mi to sporo czasu. Ale co oczy nacieszyłam, to nacieszyłam. Kobiety z różami we włosach, które to róże stanowią ciepłą dominantę, mężczyźni w żabotach,  portrety, a na nich twarze – piękne i brzydkie, surowe i łagodne, przeurocze  pejzaże, ptaki, konie i salony. Najwięcej obrazów religijnych, a na nich różna interpretacja duchowych przeżyć. Nasyciłam oczy, wzbogaciłam umysł doznaniami i zadumaniem. Przy niektórych zatrzymałam się dłużej. Moją uwagę przyciągnęły estetyczne akty; zero wyuzdania na nich, a także obrazy z baletnicami i kwiatami, bo te stanowią zawsze wdzięczny temat, i zatrzymują przy sobie dłużej…

Renoir powiedział – „malarstwa się nie  ogląda, z nim się żyje”  i miał rację, jak i z tym , że – „Widzicie…, że nie potrzeba ręki, by malować! Ręka to bzdura”.

W 1914 roku w swojej pracowni słynny malarz maluje Tillę Duries. Miał wtedy palce niemal kompletnie obcięte, a zaostrzone kości prześwitały przez skórę. Wyglądały jakby były przylepione do wnętrza dłoni.

Wiemy, że powstają arcydzieła malowane ustami i stopami, więc wielki mistrz malarstwa impresjonistycznego nie mylił się w swym stwierdzeniu. Proust uważał, że – „ulicą chodzą kobiety – całkiem różne od dawniejszych, bo są to renoiry”. Ciekawe, co byście powiedzieli, jakie teraz kobiety chodzą ulicami? „Renoiry” czy anorektyczki, a może, takie w sam raz…?  

A w czerwonej poświacie zachodzącego słońca coraz to  powstają nowe dzieła, by zachwycać czarownym pięknem, jak obraz „Panien na  wsi” , czy „Lizy z parasolką”.

Trzeba być nie lada mistrzem, by krępe dziewczyny z muskularnymi nogami na obrazach wyglądały powabnie. I w tym tkwi tajemnica kunsztu malarskiego. Renoir mówił, że jego troską było malowanie istot tak pięknych jak owoce i to jest z pewnością zamierzeniem każdego twórcy.

„Malarstwa się nie ogląda, z nim się żyje” – ono jest w oczach i umyśle i wywołuje uśmiech na twarzy. Coraz mniej uśmiechu, coraz mniej uśmiechniętych twarzy.

Zaganiani ludzie myślą o jednym, by jak najszybciej znaleźć się w domu, spocząć w fotelu i patrzeć w ekran telewizora, przegryzając orzeszki i inne bakalie lub słone paluszki… albo zasiadają przy komputerze i zapominają o realnym świecie, godzinami spędzając na gadu – gadu lub w kafejkach internetowych, poszukując partnerki lub partnera do przyziemnych potrzeb…

Nie ma czasu na sztukę. Jest czas na pracę i bezmyślne leniuchowanie z puszką piwa w ręce,  z umysłem tępym jak u Kiepskich, przy którym to zresztą serialu pozbywam się toksyn nagromadzonych w ciągu dnia. Absurd bywa kojący… A gdy poziom społeczeństwa spada do zera, warto się przy banalnej rozrywce rozluźnić, by nie zwariować z napięcia i zbyt wygórowanych przyzwyczajeń kulturowych… ….

Co prawda dla wywołania uśmiechu należy nawet przez bzdurę przejść, jakby chodziło się po mostku z piosenką o nim: „ Zielony mosteczek ugina się …” Jak się złamie, można przy kruchym lodzie,  nawet do zlodowaciałej wody wpaść …Co wtedy będzie? Czy znajdzie się ratownik lub ratowniczka? Co stanie się, gdy oboje zawiodą? Nic prostszego,  zagrają –„Anielski orszak niech twą duszę przejmie…”

Lepiej nie dmuchać na zimne, gdy mróz tęgi nadal trzyma, a z chmur lecą śnieżynki na pocieszenie nielicznych, bo większość nie wiadomo, dlaczego narzeka na zimę.

Może z przyzwyczajenia?

Bo w życiu jak na obrazie mistrza – zima w małym miasteczku pobudza wyobraźnię do życia, a w dużym mieście, roztopiona na ulicach, drzemie w bezradnym geście nie sprzątniętych  hałd śniegu. Niech w tym wszystkim nie zabraknie naszego uśmiechu

Bo jak nawoływał Jan Kochanowski –

„Komu dowcipu równo z wymową dostaje,

Niechaj szczepi między ludźmi dobre obyczaje…”

 

 

Krystyna Jadamska – Rozkrut   2010.02.22