Polska sztuka / Teatr

  • Odsłon:

    641

Nietypowy wykładowca - Ewa Decówna

Piękna, utalentowana, recytująca i śpiewająca aktorka. Zaprezentowała oryginalny wykład na mińskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Było o poezji, ale nie analizowała. Ona ją przedstawiła, pokazała jak puka się do drzwi kamienia, jak lirycznie przekazuje słowa miłości, wybaczenia, wiary...
Mówiła o piosence, nie tłumaczyła dlaczego tak a nie inaczej ona ją interpretuje – po prostu śpiewała! Śpiewała repertuar Edith Piaf, mniej drapieżnie ale równie dramatycznie, szczególnie Hymn do miłości - bo to kobieta jest miłością! Milord, Życie na różowo i inne. Również interesująco przekazała co nie co z repertuaru Marleny Dietrich, szczególnie Lili Marlen. Gestem gasiła spontaniczne oklaski.
Udało jej się, przekazać słuchaczom wszystko, co zawarte w słowach. Kiedy skończyła recytować, wiersz Różewicza „O starych kobietach” - była ta chwila ciszy. I o to przecież chodzi.

Ona
Ponad dwadzieścia lat temu zginęła z Polskiej sceny. Wyszła za mąż za Holenderskiego dyplomatę i wyjechała z nim do obcych krain. A tuż przed tym, było już o jej talencie głośno.
Szczególnie gdy pracowała w katowickim teatrze i. Stanisława Wyspianskiego, gdzie za dyrekcji Józefa Pary, prezentowano bardzo ambitny repertuar. Pierwszym po studiach teatrem pani Ewy, był ten w Bielsku-Białej. a ostatnim przed opuszczeniem kraju, Teatr Dramatyczny w Warszawie.
Ewa Decówna bywa poetką! Pisze o miłości o kobietach skłonnych do poświęceń. Jest poetką nastroju, ulotności chwili. Jej wiersze, przynajmniej te, które nam przedstawiła, pięknie recytując – są takie jak ona sama. Subtelne, mądre, doskonale obserwujące rzeczywistość, tę ukrytą w uczuciach, w sercu. Wielką wagę przywiązuje do życzliwości, wzajemnej serdeczności ludzi. Nie odrzuca nikogo. Wierzy, że w każdym przypadku można w człowieku odnaleźć człowieka. Można wytłumaczyć nawet jego upadek.

Rola w życiu
Dziesięć lat temu, po śmierci męża wróciła do kraju. Nie jest zaangażowana na etacie. Jest wolna. Dużo pracuje. Występuje. Grywa czasem krótkie epizody w serialach. Ale przede wszystkim spotyka się z ludźmi, z publicznością, tak jak teraz w UTW i propaguje różne rzeczy jak np. dobroć, umiejętność tonowania złych emocji, relaks, sztukę empatii i wybaczania. A to wszystko przy okazji rozmów o sztuce.
Ona po prostu szerzy kulturę i dobre obyczaje w swój autorski sposób. Nie do podrobienia, bo to sposób bazujący na aktorskim talencie doświadczeniu i wiedzy. Tu ogromne znaczenie ma urok osobisty wykładowcy, jej umiejętności wokalne, co jest jakby zrośnięte z dobrym aktorstwem, I nie ma wątpliwości co do faktu, że Ewa Decówna magnetyzuje publiczność, dociera do jej świadomości!A w praktyce?
Nic co mówi, nie jest czystą teorią. Podaje mnóstwo przykładów, opowieści o przygodach małych i większych z własnego życia. A ma o czym, opowiadać. Robi to niezwykle taktownie, nie popisuje się. Jest naturalna bliska każdemu. Chciałoby się z nią zaprzyjaźnić.
Jej serdeczność, ciepło, brak szklanej szyby która dystansuje...
Ten wykład to jakaś autorska forma teatru, nie ulicznego, ale wewnątrz zbiorowiska widzów. To nawiązywanie bliskiego kontaktu. Wiemy np. dlaczego pani Ewa kupuje na wigilię ogromnego karpia. Takiego który ma wielkie łuski. Wiemy dlaczego pracowicie zdejmuje delikatnie (aby nie uszkodzić) te łuski. Musi ich mieć dużo, żeby móc obdarować nimi wszystkich, którym doskwiera brak pieniędzy! Da łuseczkę każdemu komu ona może pomóc. Daje się prawą ręką – a przyjmuje lewą! I to działa!

Monika Sadowska 2008.05.14