Polska sztuka / Twórcy ludowi / Malarstwo

  • Opublikowano:

    2009-05-11
  • Odsłon:

    1408

Na szkle malowane

Kiedyś często jeździliśmy w Tatry. W domu pani Hani w Zakopanem, gdzie zatrzymywaliśmy się na nocleg, wisiały stare obrazy malowane na szkle. Przy śniadaniach i kolacjach kontemplowaliśmy ich kolorystykę, jednym się podobały, innym zdawały się kiczowate. Mąż pani Hani wiedział o nich dużo, słuchaliśmy go więc z zaciekawieniem, a mnie marzyło się, by kiedyś mieć w domu taką szklaną galerię Janosików i świętych…
Rodowód sztuki malowania na odwrocie szkła wywodzi się ze Wschodu. Technika ta znana była już w XIII wieku we Włoszech. Stosowano ją przy malowaniu małych obrazków religijnych i relikwiarzykach. Stopniowo rozpowszechniła się na całą Europę. Ogniskiem, z którego przywędrowała na nasze tereny, były Czechy.
Właściwie trudno mówić o historii malarstwa na szkle w Polsce, gdyż nie ma zbyt wielu źródeł o tym traktujących. Same obrazy przekazują nam treść artystyczną, niekoniecznie pozwalając na zakwalifikowanie historyczne. Jedynym faktem, o jakim można dowiedzieć się ze źródeł, jest informacja, iż polskie obraźnictwo tego typu powstało i rozwijało się w wieku XIX.
A jak wygląda tworzenie obrazu na szkle „od kuchni”? Najpierw maluje się cienkim pędzlem kontur czarny lub czerwony idąc za zarysem kartonu podkładanego z drugiej strony pod szkło. Po jego wyschnięciu nakładane są kolejne plamy barwne rozpoczynając od partii najdrobniejszych, wykonywanych farbami prześwitującymi, do najszerszych, wykonywanych farbami kryjącymi. Na końcu kładzie się ostatnią warstwę farby stanowiącą tło obrazu, a zatem odwrotnie niż to się odbywa przy tradycyjnych technikach malarskich. Do malowania używa się farb olejnych i temperowych o różnym spoiwie.
W Polsce wyróżniamy dwie większe grupy tego typu malarstwa: północną i południową, zupełnie odmienne i prawie ze sobą niepowiązane. W grupie południowej znajdują się odmiany wywodzące się z praśrodka dolnośląskiego, są to podgrupy: dolnośląska, górnośląska, cieszyńska, żywiecka, jeleśniańska, śląsko-podkarpacka oraz podkarpacka. Grupa północna jest dużo skromniejsza, w jej skład wchodzą odmiany: z Polski centralnej (kielecko – mazowiecko – łódzka), częstochowska, kaszubska, lubelska i podlaska, i to właśnie tę grupę możemy uznawać za rdzennie polską.
Jako że omawianie wszystkich poszczególnych grup byłoby zbyt obszerne, skupię się tylko na odmianie śląsko podhalańskiej.
Dziwna jest sama nazwa tej odmiany. Używa jej jednak Józef Grabowski w pracy pt. „Ludowe malarstwo na szkle”, by uwypuklić charakteryzujące ją cechy śląskie przy podhalańskim występowaniu. Odznacza się ona szerokim czarnym konturem o miękko płynącej linii i dwoma typami ornamentów w tle, które występują łącznie (jeden u góry, drugi u dołu obrazu).
We wszystkich grupach ludowego obraźnictwa na szkle tematyka była podobna, mogę jednak pokusić się o stwierdzenie, że w odmianie śląsko – podhalańskiej najbardziej zróżnicowana.
Dominowały tu postacie świętych. Największą popularnością cieszyły się wizerunki Matki Boskiej z Dzieciątkiem, często pojawiał się również św. Marcin, św. Jerzy, św. Jan Nepomucen oraz św. Wendelin, o którym nie wiedziano nic poza tym, że był świętym.
W omawianym typie malarstwa popularna była także scena Ukrzyżowania. Na Podhalu artyści malowali ją w taki sposób, że krzyż i postać Chrystusa nikły przytłoczone plamami kwiatów, roślin i drzew. To one były wyraźnie „ważniejsze” dla malarza.
Wśród tematów świeckich dominował motyw zbójnicki oraz postać Janosika i jego kochanki. Obrazy zbójnickie najczęściej ukazują scenę przyjmowania nowego zbójnika do bandy: skacze on przez ognisko, równocześnie strzelając z pistoletu do szczytu jodły i ścina siekierą wierzchołek świerka.
Temat Janosika, legendarnego zbójnika, obrońcy biedoty, bohatera wielu opowiadań i pieśni ludowych z terenów Podhala i Słowacji, pojawił się w pierwszej połowie XIXw., podobnie jak motyw jego ukochanej. Zdradzony przez nią Janosik stracił magiczną broń, został pojmany i powieszony za „pośrednie żebro” i tak jest tu przedstawiany.

Przykład współczesnego twórcy:
W domu naszej gospodyni, pani Hani, nie wisiały obrazy zabytkowe, ale twórczość współczesna, bazująca na tradycji. Nie pamiętam już nazwisk tamtych malarzy, lecz może były to obrazy jednej z najbardziej obecnie znanych malarek na szkle, jaką jest pochodząca z Zakopanego Ewelina Pęksowa, której twórczością zainteresowałam się kilka lat temu. Jej sztuka nie jest odtwarzaniem dawnej, ale świadomym nawiązaniem do niej. Obrazy Pęksowej – przy nowoczesnej technice, rozjaśnionej kolorystyce – zachowują prostotę wyrazu i trzymają się tradycyjnej konwencji: są płaskie, pozbawione perspektywy. Lubi ona malować duże obrazy, ponieważ – choć są o wiele trudniejsze do wykonania, pozwalają, zdaniem malarki, na śmielsze kompozycje. Pani Ewelina, urzeczona ikonami, trzymała się na początku swej twórczości, tematyki sakralnej. Później przechodziła także etap Janosików, ptaszków, rajów i kwiatów, ale – co zasługuje na szczególną uwagę – tworzyła także obrazy przedstawiające sceny batalistyczne. Tak powstała „Bitwa pod Grunwaldem” oraz „Sobieski pod Wiedniem”. Dawną ornamentykę kwiatową zastępuje Pęksowa nowymi motywami dekoracyjnymi: rytmicznie powtarzającymi się postaciami wójtów, czy też akcesoriami wojennymi. Tematów do pracy dostarcza jej życie: lektura, zdarzenie bądź nastrój.
Co istotne, pani Ewelina dba o przekazywanie swej wiedzy następnemu pokoleniu, jej dwie synowe szybko nauczyły się tej sztuki, jedna – kopiuje dawne obrazy, druga – komponuje samodzielnie, choć i w jej pracach roi się od postaci świętych, Janosików, zbójników, malowanych na dawną modłę.
Współcześnie sztuka ludowa nie zawsze jest rozumiana, możemy spotkać się z jej ostrą krytyką, niejeden znawca skłania się ku stwierdzeniu, iż sztuka ludowa umiera. To, co spotkało jednak w XIX w. podhalańskie obrazy na szkle trudno byłoby nam sobie teraz wyobrazić. Otóż, legendarny „pasterz” górali, ksiądz Stolarczyk, nakazał wiernym, by przynieśli do kościoła posiadane w domu obrazy malowane na szkle. Po mszy udano się nad pobliski potok i śpiewając nabożne pieśni zrzucono „bohomazy” na ostre kamienie. Podobno długo jeszcze lśniły tam odłamki kolorowego szkła…
Na szczęście sztuka nie umiera zbyt łatwo, nawet ta „prosta”, ludowa.

Anna Ludwin 2009.05.11