Polska sztuka / Film

  • Opublikowano:

    2008-08-26
  • Odsłon:

    324

Żeby robić komedie, trzeba mieć zdrowie, a ja mam anginę pectoris — Stanisław Bareja

Urodzony w 1929 roku reżyser dostał się na owe wymarzone studia w roku 1949. Dał znać o sobie bardzo szybko — podczas organizowanego przez uczelnię obowiązkowego marszobiegu postanowił skrócić sobie trasę. Nie wiedział o tym, że na ten sam dobry pomysł wpadł już kolega z roku, Tadeusz Łomnicki. Tak narodził się Kolektyw — poza Bareją i Łomnickim, należeli do niego Lech Lorentowicz, Janusz Morgenstern, Kazimierz Kutz i Janusz Weychert. W tym towarzystwie, o którym krążyła opinia, że są to najlepsi studenci na roku, nie tylko dyskutowano o Sztuce, ale też obficie pito alkohol i przyjmowano wizyty dziewcząt lekkich obyczajów...
W szkole filmowej, choć wyróżniał się oryginalnymi etiudami studenckimi, miał opinię niezorganizowanego i niedouczonego, choć — z potencjałem. Kolejne lata zaliczał przyzwoicie, ale nie rewelacyjnie, a w 1954 roku nie zdecydował się na składanie egzaminu. Swój dyplomowy projekt przedstawił komisji dopiero w 1958 roku. Gorejące czapki, swobodna wariacja na temat Gogolowskiego Rewizora zupełnie nie spodobała się dziekanowi Jerzemu Bossakowi i dypomu Bareja jeszcze wtedy nie otrzymał. Ostatecznie w 1974 roku przedstawił jako swój film dyplomowy, Męża swojej żony, fabularny debiut z 1960 roku.
Mąż swojej żony, zrealizowany po latach pracy na stanowisku asystenta reżysera (przy takich produkcjach jak Kariera Nikodema Dyzmy czy Inspekcja pana Anatola), to uwspółcześniona wersja przedwojennej sztuki Mąż Fołtasiówny. Film, który bardzo spodobał się widzom, chwallli też krytycy. Należy tu zauważyć, że ta kulutralnie zrobiona, lekka i sensowna rozrywka w dobrym smaku i guście jest jednocześnie uroczą, lekko podrasowaną ideologią, pocztówką z odbudowanej Warszawy. Tak jak dzisiaj twórcy komedii romantycznych obsesyjnie filmują efektowny most Świętokszyski, tak wtedy Bareja eksploatował Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina.
Po debiucie Bareja wziął na warsztat kryminał. W 1961 roku zrealizował Dotknięcie nocy z ciekawymi kreacjami Wiesława Gołasa i Ewy Kępińskiej. Do tego gatunku powrócił potem w 1965 roku, kręcąc dla telewizji 8-odcinkowy, pierwszy polski serial kryminalny. W roli głównej — Wiesław Gołas, w płaszczu i kapeluszu — staje do walki z przestępstwem. Dziś serial ma wartość głównie sentymentalno – historyczną, ale nawet widzowi wychowanemu na Milczeniu owiec dreszcz może przebiec po plecach przy oglądaniu ostatniego odcinka, Cichego pokoiku z Polą Raksą i Krystyną Feldman.
Bareja zrealizaowł też trzy komediowe musicale — Żonę dla Australijczyka (1962), Małżeństwo z rozsądku (1966) i Przygodę z piosenką(1968). Te lekkie farsy, choć zdobywały uznanie publiczności, trudno uznać za specjalnie udane, krytyka uważała je wręcz za tandetne. Dawny przyjaciel, Kazimierz Kutz, ukuł nawet termin bareizm, którego używano dla określenia mało ambitnego kina rozrywkowego. Ale karta miała się jeszcze odwrócić. Przygoda z piosenką zamyka bowiem pewien etap w tórczości Barei, ten mniej dojrzały, bardziej naiwny. Od następnego filmu, Poszukiwny-poszukiwana z 1972 roku, pojawia się w twórczości Barei ostrze krytyki, złośliwa satyra i przede wszystkim absurd — absurd wszechobecny, będący znakiem rozpoznawczym kraju realnego socjalizmu.
Poszukiwany-poszukiwana ze świetną kreacją Wojciecha Pokory opowiada o perypetiach prostego kustosza, który oskarżony o kradzież obrazu, decyduje się ukryć i w kobiecym przebraniu, jako Marysia, podejmuje pracę gosposi. Trafia m.in do mieszkania niekompetentnego dyrektora oraz do podejrzanego typka, pędzącego w łazience bimber, przekoannego, że Marysie przysłała milicja. Następnie powstało Nie ma róży bez ognia (1974), cokolwiek nużący, choć zabawny, film o nieprawdopodobnych kłopotach mieszkaniowych — tu zacięcie satyryczne Barei ujawnia się w całej okazałości.
Zupełnie inny niż pozostałe filmy Barei, dziś już niemal zapomniany był jego nastęny, średniometrażowy film Niespotkanie spokojny człowiek. Historia Stanisława Włodka (Janusz Kłosińki), przybyłego z Ziem Wschodnich i usiłującego nie dopuścić do ślubu swego syna z dziewczyną z miasta, przypomina fabularnie Samych swoich.
W 1976 roku Bareja powrócił do stylistyki filmu kryminalnego realizując Bruneta wieczorową porą. Główny bohater, Michał Roman (Krzysztof Kowalewski) zmaga się z niedostatkami na rynku żywnościowym i gderliwą żoną. Gdy spędza samotnie weekend, odwiedza go Cyganka i przepowiada przerażającą przyszłość — zapowiada odwiedziny bruneta, którego Michał zabije.. Prześmieszne scenki rodzajowe, obrazujące cały absurd rzeczywistości socjalistycznej stanowią o wartości tej komedii, dziś trochę już zakurzonej.
Co mi zrobisz jak mnie złapiesz z 1978 roku to historia dyrektora Krzakowskiego. Gdy dowiaduje się, że dziewczyna, z którą spędził noc w Paryżu, jest córką ważnej osobistości i oczekuje dziecka, usiłuje uzyskać rozwód, zdobywając kompromitujące żonę zdjęcia, Ale najpierw musi nakłonić ją do zdrady... Elżbieta Dolińska napisała po premierze tego filmu, że Bareja, ze swą skłonnością do tropienia absurdów naszej rzeczywistości, bierze na siebie rolę królewskiego błazna — który śmiechem wytyka wszelkie kurioza otaczającego go świata.
Wszystkie te filmy zdają się być preludium do bezapelaycjnie najważniejszego, najlepszego i najśmieszniejszego dzieła Barei, oczywiście Misia (1981). Takiego nagromadzenia gagów, małych śmiesznych scenek i dialogów, takiego surrealistycznego humoru jeszcze u Barei nie było. Sama fabuła, bardziej niz kiedykolwiek wcześniej skomplikowana — prezes klubu sportowego, Ryszard Ochódzki (Stanisław Tym, również współautor scenariusza), chce wyjechać za granicę, ale zniszczono mu paszport. Podejrzewa o to swoją byłą żonę, z którą podejmuje wyścig o dotarcie do londyńskiego konta bankowego.
Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk zarządził w scenariuszu przeszło 30 (!) zmian — nakazał usunąć niemal wszystkie najlepsze sceny, ujęcia i teksty. Bareja i Tym postanowili zagrać vabank i możliwie odsunąć w czasie kolaudację. Tym wspominał: Kręcąc „Misia” myśleliśmy tak: Gierek musi runąć, za długo już rządzi (...) najpóżniej 22 lipca 1980 będziemy mieli nowe władze, a nasz film będzie gotowy i podczas kolaudacji oni będą mieli ważniejsze rzeczy na głowie. Wiele się Tym nie pomylił. Wprawdzie czekać trzeba było trochę dłuzej, aż do Sierpnia, ale za to podczas kolaudacji we wrześniu 1980 roku film został dopuszczony do wyświtelania z zaszczytną II kategorią artystyczną. Film z miejsca został okrzyknięty kultowym, a i dziś zdobywa rzesze miłośników, również, jeśli nie zwłaszcza, wśród ludzi, dla których głównym źródłem wiedzy o PRLu są właśnie jego filmy.
Miś był ostatnim pełnometrażowym filmem Barei. Zrealizował jeszcze dwa seriale. Alternatywy 4 z 1983 roku, z Romanem Wilhelmim w głównej roli Stanisława Anioła, ukazywały przekrój spoełczeństwa poprzez mieszkańców przykładowego bloku na Ursynowie. Zmiennicy z 1987 roku wyśmiewa realia lat 80. z perspektywy uroczego światka warszawskich taksówkarzy, do którego wkracza w przebraniu mężczyzny sympatyczna Kasia (Ewa Błaszczyk).
Sam Bareja nie doczekał nie doczekał niestety premiery tego ostatniego serialu. Zmarł nagle 14 czerwca 1987 roku na wylew. Jego filmy, i te rewelacyjne i te słabsze, uważane są za kultowe. Cytaty z Misia weszły do codziennego języka. Od lat mówiło się też o potrzebie kontynacji tego jego najsłynniejszego filmu, z racji nie mniejszej ilości absurdów w naszym nowym wspaniałym demokratyczno-kapitalistcznym świecie. Wreszcie, zdaje się, że pod wpływem wydarzeń politycznych ostatnich lat, Stanisław Tym nakręcił w końcu, w 2007 roku dalszy ciąg przygód prezesa Ochódzkiego, Rysia. Zabrakło ręki niezastąpionego mistrza i film wbudził raczej ambiwalentne reakcje. A pewne jest, że tworzywa na kolejne filmy Barei by z pewnością dziś nie zabrakło.
Filmweb.pl — z dnia 12 lipca 2008
http://www.bareja.republika.pl/index1.html — z dnia 12 lipca 2008
Encyklopedia kina red. Tadeusz Lubelski, Kraków, 2003
Maciej Łuczak, Miś, czyli rzecz o Staniławie Barei, Warszawa, 2001
Małgorzata Kurowska 2008.07.30