Polska sztuka / Film

  • Opublikowano:

    2008-08-28
  • Odsłon:

    629

Gdy polityka jest większa niż sztuka — socrealizm

Od 1945 roku do dnia, w którym oficjalnie wproawdzono do sztuki socrealizm, upłynął zbyt krótki okres czasu, by mogły powstać wybitne dzieła. Swoją premierę miały Zakazane piosenki Buczkowskiego, komedia Skarb tego samego reżysera i Ostatni etap Wandy Jakuuboskiej, traktujący o obozach koncentracyjnych.
Tymczasem od 1949 roku za sprawą kodeksów i paragrafów, w które ujęto twórczość i twórców, powstawać miały dzieła, ukazujące rzeczywistość w jej rozwoju rewolucyjnym. Królowały schematy i uproszczenia; konflikty brzmiały fałszywie a kończyły się obowiązkowo nieznośnie dydaktycznym happy endem. Stanisław Janicki zauważa wręcz, że filmy podobne były do siebie jak dwie krople wody, a każdy z nich traktowano jak wyrocznię. Oczywiście założenia socrealizmu nie obowiazywały wyłącznie w kinie, znalazły swe miejsce również — a raczej zwłaszcza — w poezji i literaturze. Należy też pamiętać o tym, że nowe zasady obowiązywały nie tylko w Polsce; w Związku Radzieckim już od dobrych kilku lat socrealizm był jedynym słusznym nurtem w sztuce, w Chinach, choć pod inną nazwą, obowiązywał znacznie dłużej niż w państwach bloku wschodniego, a zapewne i dziś święci tryumfy w kinach Korei Północnej.
W 1950 roku odbyła się premiera Dwóch brygad, zrealizowanych przez grupę studentów z Łodzi, pod kierwnictwem przedwojennego twórcy awangardowego Eugeniusza Cękalskiego. Fabułę osnuto wokół dwóch konfliktów: w środowisku aktorskim, w którym młodzi artyści, w poszukiwaniu realizmu, chcą podpatrywać robotników, sprzciwiając się tym samym starszym aktorom, oraz w fabryce — tu młody kolektyw proponuje starszym fachowcom modernizację metod produkcji. Zdjęcia do filmu ukończono 25 dni przed planowanym terminem (w czynie lipcowym), a jedną z ról zagrał nieznany jeszcze wówczas Taduesz Łomnicki.
Socrealistycznym, co nie znaczy że pozbawionym trafnych obserwacji, filmem, debiutował w 1952 roku Jerzy Kawalerowicz. Ukazał w nim dramtyczny konflikt chłopów (chcą oni zbudować młyn) z kułakami (nie chcą do tego dopuścić i zastawiają drogę świetą figurą). Na festiwalu w Karlovych Warach film otrzymał nagrodę specjalną jury za realistyczne ukazanie walki klasowej na wsi. Mimo wątpliwej jakości refleksji, należy docenić umietętnie wykorzystane przez Kawalerowicza plenery. Zapewne jego metoda wynikała z wpływu neoralizmu włoskiego, który — choć potępiony na zjeździe w Wiśle — pokrywał się niekiedy metodą twórczą z niektórymi założeniami socrealistów.
Sztandarowym niejako filmem socrealistycznym był Żołnierz Zwycięstwa Wandy Jakubowskiej. Prawdziwie monumentalne dzieło (218 minut!) stanowiło apoteozę Karola Świerczeskego.Obejmowało swym zakresem 40 lat życia generała, od rewolucji 1905 roku, przez I wojnę światową, wojnę w Hiszpanii aż po wyzwalanie Warszawy w 1945 roku i śmierć w zasadzce przygotowanej przez UPA podczas akcji Wisła. Pani reżyser została uhonorowana nagrodą państwową, a film dzisiaj jest trudno dostępny, a już na pewno niezbyt znany.
Reżyser Jerzy Zarzycki postanowił słuszne treści przekazać publiczności w eleganckim opakowaniu filmu sensacyjnego — zalecano bowiem radosną twórczość, tzn filmy lekkie, ale pełne odpowiednich treści. Zarzycki zrealizował więc w 1954 roku Ucztę Baltazara. To historia złego inżyniera Uriaszewicza (Jerzy Pietraszkiewicz), który ze swym jeszcze gorszym współnikiem Hazą (Kazmierz Wichniarz), chce wywieźć z Polski cenny obraz. Pod wpływem obserwacji imponujących przemian zachodzących w kraju oraz miłości do Haliny, z narażeniem życia ratuje dźwig stojący w porcie, rezygnuje zw swych zbrodniczych zamiarów i postanwia zostać w kraju. Zły inżynier staje się więc dobrym inżynierem, a jego złego wspólnika aresztuje niezawodna milicja. Film bezlitośnie wykpiła publicznosć, ale dzis film może nawet całkiem dobrze rozbawić miłośników PRL-owskiego folkloru.
Historie miłosne w socrealizmie niosły za sobą element ryzyka, ponieważ zgodnie ze schematem melodramtu, miłość, a więc sprawa jak najbardziej prywatna, ważniejsza jest od spraw ogólnych. Grażyna Stachówna pisze, że w realizmie socjalistycznym wątki romansowe miały charakter marginalny, były wysoce skonwencjonalizowane, podporządkowane wyraźnym naciskom ideologii i surowej cenzurze obyczajowej. Mówiąc o miłości, nie ukazywano wzruszeń, czułych gestów i pocałunków — propagowano moralność socjalistyczną, którą zniecierpliwiony Kałżyński nazwał neopurytańskim kompleksem.
A jednak miłość zawitała do polskich kin, i to w formie, którą przy pewnej dozie dobrej woli możemy nazwać wręcz komedią romantyczną. Przygodę na Mariensztacie z 1953 roku, w reżyserii Leonarda Buczkowskiego, przygotowano z rozmachem. Dość powiedzieć, ze jest to pierwszy pełnometrażowy film polski całkowicie w kolorze! Przygoda... to historia miłości dziewczyny ze wsi, Hanki, (Lidoa Korskówna), do warszawskiego murarza Janka (Tadeusz Schmidt). Kierują oni na budowie dwoma konkurującymi ze sobą zespołami. Z pieśnią na ustach i w atmosferze twórczej rywalizacji budują nową Warszawę — i odkrywają swoją miłość.
Odgórne zalecenia krępowały jednak twórców jak nieznośny gorset. Mimo wszelkich zasad i obostrzeń, udawało się czasem twórcom uzyskać efekt nie tylko propagandowy, ale i artystyczny, co budziło tęskontę za ambitnymi osiągnięciami na miarę zachodnich reżyserów (tryumfy święcił wóczas wspomniany już włoski neorealizm). Juz w Pierwszym starcie z 1951 roku Jan Ciecierski stworzył wybitną kreację. Trafna i poruszająca była historia przedstawiona przez Rybkowskiego w filmie Autobus odjeżdża o 6.20. Ze schematami starał się zerwać Aleksander Ford w Młodosci Chopina, który nazwano poematem romantycznym. Ten trop podjął potem Ford w Piątce z ulicy Barskiej.
W roku 1953 umarł Stalin. W 1954 premiery swoje miały zrealiowane przez Kawalrowicza dwie części ekranizacji Pamiątki z Celulozy Newerlego, których wyjatkowść plegała na bogactwie i złożoności rysunku psychologicznego i obyczajowego, jak to napisał Janicki. Socrealizm ustępował przed Sztuką.
Rok później swoją premierę miał fabularny debiut Wajdy, Pokolenie. Z socrealistycznych haseł pozostało tam wyraźne wspomnienie, które jednak zupełeni nie razi, dzięki niezwykłemu ładunkowi emocjonalnemu i bezkomprmisowej twórczości twórcy.
W 1956 roku tajny referat Chruszczowa można było kupić na bazarze Rózyckiego, a okres staliznimu nazwano czasem błedów i wypaczeń. Twórcy odetchnęli z ulgą. Nadchodziła Szkoła Polska. W następnym roku swoją premierę miał Kanał.
Bibliografia:
Filmpolski.pl — z dnia 25 czerwca 2008
Stanisław Janicki, Film polski od a do z, Warszawa, 1972
Jerzy Płażewski, Historia filmu dla każdego, Warszawa, 1968
Kino, nr 2, 2007
Małgorzata Kurowska 2008.07.30