Polska sztuka / Film

  • Opublikowano:

    2011-09-02
  • Odsłon:

    401

Filmowa trylogia manifestem pokoleniowym? - kino Trelińskie


„Film Trelińskiego jest jak jego bohaterowie: pusty w środku. Ta pustka symuluje głębsze znaczenia [...] To właśnie najbardziej drażni w „Egoistach”: wskazywanie palcem na własne znaczenie. W pewnym sensie to film egoistyczny, zakochany w sobie, rozdymający banał do rozmiarów wielkiej metafory” - napisał Tadeusz Sobolewski o ostatnim filmie Trelińskiego. O filmie, wobec którego krytyka była bezlitosna.

Urodził się 1962 roku w Warszawie; dwadzieścia cztery lata później ukończył reżyserię na łódzkiej filmówce, na której to wyreżyserował m.in. dokument „Film o punkach”. Jego debiutem dokumentalnym był film z 1976 roku „Dziurka od klucza”, który był rejestracją spotkań reżysera i operatora filmu Jarosława Szody, z ich znajomymi ze szkoły podstawowej. Na próżno tu szukać beztroskiej  próby odtworzenia historii z dzieciństwa - jest to zapis ludzi, w których nic nie pozostało z dziecka, pozbawieni zostali złudzeń i nadziei na inne, lepsze życie.

Jego pełnometrażowym debiutem był telewizyjny film „Zad wielkiego wieloryba”, który miał być pokoleniowym manifestem przeciwko życia bez perspektyw. Film ten, z 1987 roku, był portretem ówczesnej młodzieży - bez zasad i ambicji, młodzieży która musiała znaleźć swoje własne wartości w zachwianym i niepewnym świecie. Narratorem jest Rojewicz (w tej roli Roman Rojewski), który przebywa na emigracji i wspomina czas, kiedy mieszkał w warszawskiej pracowni, gdzie spotykali się jego znajomi, wówczas jeszcze jako nastolatkowie. Jednym z nich był Robert - niedoszły malarz, którego zniszczyły narkotyki. W ten sposób postępowała cała grupa, która uciekała w kolorowy świat narkotyków i alkoholu. Film „Zad wielkiego wieloryba” jest przesiąknięty pustką i jałowością, która wypełniła życie młodych bohaterów. Film, choć debiutancki, był nominowany w 1988 roku do nagrody Złotych Lwów w konkursie głównym.

Najbardziej chyba znanym dziełem filmowym Mariusza Trelińskiego jest „Pożegnanie jesieni”. W 1990 roku podjął się trudnego zadania - przełożenia powieści Witkacego na język filmu. Niezwykłym zdjęciom Jarosława Żamojdy towarzyszy muzyka Michała Urbaniaka - gorączkowa, pełna szaleństwa, która zmienia się od początkowej harmonii aż do kakofonii.

Klimat chorobliwej zabawy, orgiastycznego tańca, który zmierza w kierunku zagłady.
Pojawiła się nawet opinia, że to pierwszy polski film postkomunistyczny i postmodernistyczny. „Pożegnanie jesieni” było nominowane do wielu nagród, lecz wygrał dwa Złote Lwy: za najlepszą scenografię i za najlepsze kostiumy oraz film uhonorowano Nagrodą im. Andrzeja Munka za najlepszy debiut roku w kategorii reżyserskiej i operatorskiej, dodatkowo przyznano też wyróżnienia za najlepszą scenografię i kostiumy.

„Łagodna” (1995) to kolejny pełnometrażowy, fabularny film Trelińskiego, oparty na prozie Fiodora Dostojewskiego. Oczywistym było, że kolejna adaptacja opowiadania tego rosyjskiego pisarza, będzie musiała się zmierzyć z poprzednimi wersjami filmowymi „Łagodnej”: Piotra Dumały oraz Roberta Bressona. Jerzy Wójcik w Rzeczypospolitej (1996, nr 267) napisał: „Treliński jest wierny prozie Dostojewskiego. W odróżnieniu od adaptacji Roberta Bressona (...) trzyma się klasycznych trzech jedności. Ogranicza przestrzeń, stwarzając wrażenie narastającego osaczenia, klaustrofobii, surowej krainy czyśćca. Plastyka kadru rzadko u nas spotykana."

Był to film zarazem najgoręcej oczekiwany i intrygujący, zaś po premierze okazało się, że to jeden z najgorzej przyjętych i najbardziej niezrozumiałych filmów polskich po 1989 roku. Mowa o „Egoistach” (2000) Mariusza Trelińskiego. Miała być to polska odpowiedź na „Słodkie życie” - oczywiście film wprost nawiązywał do dzieła Felliniego, lecz krytycy widzieli w tym wtórność wobec tropów filmowego modernizmu. Treliński za pomocą czterech bohaterów (kompozytor grany przez Olafa Lubaszenkę; architekt grany przez Jana Frycza; pracownik agencji reklamowej zagrany przez Rafała Mohra oraz młoda kobieta Anka - w tej roli Magdalena Cielecka) przedstawił pokolenie „egoistów” - żyjących na początku XXI wieku, w dużym mieście, żyjących w niezwykłym tempie i wspomagając się psychotropami. To tzw. „klasa kreatywna”, którą obserwujemy podczas jednej nocy, w czasie której przemieszczają się po Warszawie od imprezy do imprezy.

Jakub Majmurek w artykule „Egoiści Mariusza Trelińskiego, czyli lęk przed uwiedzeniem” wysnuł tezę, że debiutancki „Zad wielkiego wieloryba”, „Pożegnanie jesieni” oraz „Egoiści” tworzą nieformalną, swoistą trylogię, którą połączyła pokoleniowa narracja ludzi urodzonych w pierwszej połowie lat 60. Bohaterowie „Zadu...” nie umieją odnaleźć się w Polsce Jaruzelskiego. W „Pożegnaniu jesieni” występuje Atanazy Bazakbal oraz cała rzesza artystów, którzy do złudzenia przypominają kolejne wcielenia Rojewskiego. Zaś w „Egoistach”, owa młoda „klasa kreatywna” pozbawiona jest tożsamości narodowej, pamięci czy historii. Ich czas, to czas konsumpcji, czas wypełniony klubami, barami szybkiej obsługi, prostytutkami czy dilerami narkotyków.

Jak już zostało wspomniane wcześniej, film ten nie został przyjęty ciepło ani przez krytykę, ani przez publiczność. Film ten otrzymał nawet Złotego Pawia na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni - „nagrodę” przyznawaną przez dziennikarzy dla najgorszego obrazu na festiwalu.

Mówiąc o Mariuszu Trelińskim, trudno nie wspomnieć o jego inscenizacjach operowych. W latach 90-tych był dyrektorem artystycznym filmowego Studia im. Karola Irzykowskiego. Następnie przez ponad rok, do sierpnia 2006 roku pełnił funkcję dyrektora artystycznego Teatru Wielkiego w Waszawie, później na to stanowisko powrócił w październiku 2008 roku. W 1992 roku wyreżyserował „Sny” według „Pieśni Maldorora” Lautréamonta ze scenografią Andrzeja Kreütz-Majewskiego w warszawskim Teatrze Studio.

W 1995 roku zadebiutował jako reżyser operowy realizując operę Elżbiety Sikory „Wyrywacz serc” według Borisa Viana na deskach Teatru Wielkiego w Warszawie. W wypowiedzi dla „Kalejdoskopu" (2002, nr 7) mówił: „Przyszedłem do opery z zewnątrz. Miałem dwa cele: zburzyć sentymentalizm, kicz panujący w operze, a przede wszystkim otworzyć ją na współczesność, dać jej dynamikę i temperaturę naszych czasów. Wielbię operę jako gatunek, ale nienawidzę tego, co się z nią stało. Opera głucha na to, co się dzieje wokół nas, stała się sztuką muzealną. Nie ma w niej śladu współczesnych prądów estetycznych, tj. instalacji, prawdziwie nowoczesnego malarstwa, architektury. Piękno tradycyjnej muzyki zestawione z tą estetyką tworzy prawdziwie elektryzującą mieszankę”.

Po jego debiucie operowym wyreżyserował także m.in.: „Madame Butterfly” Pucciniego w Teatrze Wielkim w Warszawie oraz w operze Waszyngtońskiej; „Króla Rogera” Karola Szymanowskiego, „Otello” Verdiego, „Damę Pikową” Czajkowskiego czy „La Boheme” Pucciniego (wszystkie w Teatrze Wielkim w Warszawie). W 2010 roku wyreżyserował „Traviatę” Verdiego i to właśnie na castingu do tej opery poznał Edytę Herbuś, która teraz jest jego partnerką życiową.

Jeden z przedstawicieli generacji „dzieci stanu wojennego”. Jest laureatem Paszportu Polityki - „za nowoczesne, inteligentne, trafiające do współczesnego widza realizacje oper na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie”. Otrzymał również Dyplom Ministra Spraw Zagranicznych za wybitne zasługi dla promocji Polski w świecie w 2008 roku.  Mariusz Treliński to przede wszystkim reżyser operowy - mimo swojego filmowe wykształcenia, na swoim koncie ma zaledwie cztery filmy. Dorobek, co prawda skromny ilościowo, ale zwłaszcza przez „Pożegnanie jesieni” oraz „Egoistów”, Treliński zapadł w pamięci kinomanów na długo.

Bibliografia:

„Autorzy kina polskiego” pod red. G. Stachówny i J. Wojnickiej, Kraków 2004
„Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna” pod red. A. Wiśniewskiej i P. Mareckiego, Warszawa 2010
www.filmpolski.pl


J.N., 14.08.2011