Wycieczki / Trzeba odwiedzić

  • Opublikowano:

    2009-05-08
  • Odsłon:

    332

Eksplozja folkloru w poznańskim Muzeum Narodowym

Feeria barw, okraszonych dekoracyjnymi ramami kształtów, niczym nieokiełznany wigor i radość – to pierwsze skojarzenia, które nasunęły mi się po powrocie z wystawy zatytułowanej „Zofia Stryjeńska 1891-1976”, która miała miejsce w poznańskim Muzeum Narodowym. Podczas trwającej od 25 stycznia do 8 marca 2009 roku ekspozycji zwiedzający mogli obejrzeć około 100 obrazów malarki oraz mnóstwo grafik, plakatów, zabawek i tkanin zaprojektowanych przez artystkę. Olbrzymie płótna w jaskrawych kolorach początkowo przytłaczają nagromadzeniem postaci i szczegółów, jednak już po chwili zaczynają fascynować i pozwalają bez reszty zanurzyć się w świecie mitycznych bogów oraz ludowych obyczajów. Wystylizowane sylwetki wirujących dziewcząt z długimi warkoczami oraz smukłych młodzieńców o czerstwych i surowych twarzach pojawiają się zwykle na tle wybujałej przyrody, która nieustannie mieni się wszystkimi odcieniami ciemnej zieleni z domieszką lazuru oraz szerokiej gamy błękitów. Ludziom często towarzyszą zwierzęta – figlarne sarny, pogrążone w zabawie kundelki, konie mrugające porozumiewawczo okiem, ba, nawet wielki niedźwiedź o nieco geometrycznych kształtach – niezależnie od gatunku, każde z nich ma roześmiany pyszczek.
Na obrazach Zofii Stryjeńskiej życie ludzi, zwierząt i roślin jest ze sobą nierozerwalnie połączone, a wszechobecna radość i harmonia sprawiają, że widzimy przed sobą coś na kształt ludowej arkadii. Fantastyczny świat z płócien malarki nie ogranicza się tylko do znanych nam naocznie stworzeń, ale również obfituje w: postaci z prasłowiańskich mitów i podań, pogańskich bogów oraz wyimaginowanych mieszkańców intensywnie zielonych zarośli. Niemal wszystkie z nich wyglądają zza bogatych dekoracji, złożonych głównie z liści, gałązek, kwiatów, wstążek i owoców. Głównym tematem obrazów Zofii Stryjeńskiej jest folklor, a jej dzieła stylizowane są na owoce twórczości malarzy naiwnych – takie przynajmniej odnosimy wrażenie. Wyraziste, jaskrawe wręcz kolory, pewne uproszczenie kształtów i bogactwo wielobarwnych szczegółów to cechy charakterystyczne dla obrazów Nikifora i innych artystów tworzących sztukę ludową. Jednak im dłużej przyglądamy się obrazom Stryjeńskiej, tym więcej dostrzegamy cytatów z kultury końca dziewiętnastego stulecia i początku dwudziestego wieku. Oprócz widocznej fascynacji dekoracyjną twórczością Stanisława Wyspiańskiego i Józefa Mehoffera, na płótnach malarki pojawiają się także nawiązania do geometryzującej sztuki kubistycznej oraz wyraźne echa dynamicznego futuryzmu. Stryjeńska bawi się z nami w skojarzenia, podsuwając wciąż nowe cytaty z historii malarstwa, które zostały wtopione w pozornie jednoznaczny świat folkloru. Jej sztuka staje się przez to wyrafinowana i jeszcze bardziej odrealniona – geometryczne twarze młodzieńców zyskują niekiedy klasyczne rysy bogów, a dekoracyjnie pofałdowane spódnice dziewcząt nasuwają na myśl misternie udrapowane szaty, okalające posągowe sylwetki rzymskich bogiń.
Pomimo śladów fascynacji niektórymi kierunkami sztuki, które zyskały popularność na początku ubiegłego wieku oraz w okresie dwudziestolecia międzywojennego, sztuka Zofii Stryjeńskiej ma wymiar ponadczasowy. Mimo upływu kilkudziesięciu lat, podczas których twórczość malarki uległa zapomnieniu, jej obrazy są wciąż zrozumiałe i interesujące dla polskiej publiczności. Nie tylko zresztą płótna, ale również rysunki, drewniane zabawki, projekty tkanin, rękawiczek, reklam i scenografii przyciągają wzrok współczesnych ludzi fantazyjnością kształtów, intensywną, a niekiedy wręcz jaskrawą kolorystyką oraz niesamowicie energetycznym przekazem. Sztuka Zofii Stryjeńskiej bazuje często na wyrafinowanym stylu art deco, lecz pamiętajmy o tym, że malarce zależało przede wszystkim na tworzeniu dzieł o charakterze narodowym, które mogłyby pretendować do miana obrazów charakterystycznych dla rodzimego malarstwa, bądź tzw. „sztuki państwowej”. Można odnieść wrażenie, że cel został osiągnięty, a dzieła Stryjeńskiej mają w sobie więcej polskiego ducha, niż niektóre, pełne patetyzmu obrazy autorstwa innych malarzy, które przedstawiają wygrane bitwy, bądź inne epizody z historii Polski.
Wystawa prac artystki w Muzeum Narodowym w Poznaniu była pierwszą monograficzną ekspozycją obrazów, rysunków, zabawek oraz innych owoców twórczości Stryjeńskiej od czasu wojny. Liczba eksponatów tej, jakże płodnej artystki, przewyższyła najśmielsze oczekiwania zwiedzających. Wśród tak wielkiego nagromadzenia obrazów, projektów scenografii, rękawiczek, talerzy oraz zabawek nietrudno było przeoczyć najistotniejsze dzieła. Warto było zwrócić uwagę przede wszystkim na cykle zatytułowane: „Bożki słowiańskie” oraz „Rok obrzędowy w Polsce” – drugiemu z nich malarka zawdzięcza zdobycie Grand Prix na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu. Interesująca była także seria obrazów opatrzona mianem „Tańce polskie” - dzieła te przedstawiają pary wykonujące ruchy charakterystyczne dla najbardziej popularnych tańców, jak oberek lub mazur. Ponadto godne uwagi były narracyjne obrazy o tematyce związanej z życiem na wsi – obrzędami, codziennymi zajęciami miejscowej ludności, zalotami oraz rozrywkami chłopów w karczmie. Choć pomysły na większość dzieł czerpała Stryjeńska z zasłyszanych niegdyś mitów, bądź podań, które na dobre wpisały się w kulturę Słowian, to jednak na płótnach pojawiły się także wizerunki Maryi, bądź innych chrześcijańskich świętych.
Większość z nas pamięta obrazy Zofii Stryjeńskiej z dzieciństwa – roztańczone pary wirowały na naszych talerzach, a sympatyczne zwierzątka uśmiechały się do nas ze stronnic książek z bajkami. Stworzone przez malarkę wizerunki ludzi i zwierząt są tak charakterystyczne, że na zawsze zapadają w pamięć lub tkwią w podświadomości w oczekiwaniu na wywołanie wspomnienia z najmłodszych lat. Wystawa prac Zofii Stryjeńskiej w Muzeum Narodowym była więc zapewne dla wielu osób nie tylko ekspozycją dzieł artystki, ale również podróżą sentymentalną do reminiscencji z własnego dzieciństwa.

Nina Kinitz 12 lutego 2009