Myśli / 2010

  • Opublikowano:

    2010-03-07
  • Odsłon:

    343

Duże – małe szczęścia. . .

Gdzie nie ma nieszczęścia, niekoniecznie jest szczęście. Gdzie jest nieszczęście może być iskierka szczęścia. Szczęście to ma do siebie, że jest nieprzewidywalne. Pomyślny los czy powodzenie życiowe, nazywane bywa szczęściem, które jest pojęciem szerokim. Mieć w czymś szczęście lub mieć szczęście do kogoś, też jest znakiem szczęścia. Zawsze cieszymy się szczęściem, bo pragniemy go, jak miłości, radości, spokoju, dobrobytu, zdrowia i piękna, także sukcesu, realizacji zamierzeń, wygranej w totolotka, urody, wiedzy. Wszystko to, razem wzięte, może stworzyć poczucie szczęścia. Może ale, nie musi. Nielicznym tylko udaje się mieć to „szczęście” w zebraniu tego wszystkiego.  Gdy pomyślność nas nie opuszcza, jesteśmy rozpromienieni.

To jest jak z promykami słońca. Wpadną refleksami przez szybę i jakoś raźniej robi się na duszy. Każdy spragniony jest szczęścia. W odczuciu różnych ludzi szczęście ma inną barwę i inny wymiar.

W mojej świadomości szczęście pojawia się w różnych odcieniach i kolorach. Kojarzy mi się z pejzażem, który przecież jawi się nam tak różny i tak, jak z jego piękna czerpiemy takie korzyści, których oczekujemy, i tak, jak on nas karmi swymi kształtami, bogactwem palety i zapachem, tak szczęście, jak otwarty wachlarz, przysparza nam świeży oddech i promienność. Można zachłysnąć się wonią lasu sosnowego i zachwycić się stokrotką czy wsłuchać się w szum strumyka i w ułamku sekundy z tego powodu, poczuć dotyk szczęścia. Szczęścia nie należy jedynie pragnąć, szczęście należy czuć. Kto nie potrafi poczuć szczęścia, zauważyć, że go łaskawie muska choćby kropelkami deszczu, nim zdąży, otworzyć parasol, ten nie wie, co to szczęście. Można poczuć posmak szczęścia, brodząc w kałuży. Pamiętasz, gdy byłeś małym dzieckiem, ile rozkoszy dawało Tobie  wchodzenie do niej. Nie zwracałeś uwagi na niezadowolenie mamy, gdy tylko nadarzyła się okazja, Ty od razu do niej wskakiwałeś, ku rozpaczy rodzicielki a swemu zadowoleniu. Czy to nie były przebłyski szczęścia?

Często szczęście przychodzi, a osoba nie jest w stanie go zauważyć, bo tak zapatrzona jest w swoje smutki, że umyka to jej uwadze. Strata wielka. Bo już ten jeden szczególny moment może się nie powtórzyć. Jest tak, że ludzie wymyślają sobie obraz szczęścia, bo chcą, by było amarantowe a ono pojawia się jako fioletowe. Tacy nigdy nie poczują, czym naprawdę jest szczęście. Prawdziwe szczęście składa się z wielu małych szczęść, zapisanych w płatkach kwiatów, skrzydłach motylich, szczebiocie dziecka, w zachwycie i w zadowoleniu. Nawet w tym, że szaruga, że dżdżu krople stukają o parapet. Z przyjmowaniem szczęścia jest tak, jak z przyjmowaniem wszystkiego. Łut szczęścia w jednej małej rzeczy może wywołać euforię ukontentowania niewspółmiernie większą do powodu radości i to jest właśnie to – poczuć szczęście całym sobą dla siebie samego w danej chwili i z konkretnej przyczyny. Powodów  pojawienia się  szczęścia jest wiele, tak wiele, jak wielkie są nasze oczekiwania w tym kierunku. Czy można być szczęśliwym, będąc smutnym albo samotnym? Większość odpowie – nie. Zabrzmi to paradoksalnie, ale odpowiem wbrew utartemu pojęciu – tak. Jak to? Jedno przeczy drugiemu. Jak może ktoś, kto jest smutny, być szczęśliwy? Na ogół jest wtedy nieszczęśliwy. A jednak zawsze znajdzie się  jakaś wątpliwość.

Mnie to się przydarzyło. Byłam smutna, a jednocześnie miałam poczucie  szczęścia. Niemożliwe?

Możliwe. W dzieciństwie lubiłam bawić się kolorowym szkiełkami. Miały w sobie tyle tajemnicy i pokazywały różne światy. Gdy szkiełko zbiło się na wiele kawałków, w pierwszym odruchu czułam smutek, gdy jednak z tych kawałków ułożyłam całość, powstało coś w rodzaju witraża i znowu mówiło pięknem i dawało radość, czyli poczucie szczęścia. Zatem, nawet w smutku, z porozbijanych naczyń możemy skleić poczucie swoistego szczęścia. Przyznaję, nie wszyscy takie szczęście dostrzegą, ale szczęścia, tak jak wszystkiego, trzeba się uczyć, nie tylko oczekiwać, bo może być tak, że tak długo oczekiwane może do nas, wcale nie zawitać. Gdy byłam młodą mężatką, choroba synka uczyniła ze mnie osobę nieszczęśliwą. Jak bardzo tylko ja o tym wiem. Wydawało mi się, że świat runął. A jednak w tym wszystkim miałam poczucie wyjątkowego szczęścia. Byłam szczęśliwa, że dziecko żyje, że w mojej rodzinie jest, jak trzeba. Podobno byłam zawsze uśmiechnięta. Czy gdybym w nieszczęściu nie czuła poczucia szczęścia, tak by było? Obecnie los nie oszczędza mnie, mogę jednak o sobie powiedzieć, że jestem osobą szczęśliwą. To od nas samych zależy, czy jesteśmy kochani, czy tacy czujemy się  i czy mamy poczucie szczęścia. Gdy będziemy siedzieli z założonymi rękoma, czekając na szczęście, nie zauważając go w locie ptaka, w śnieżynce, w rozkwitającej jabłoni, zdarzyć się może, że nigdy do nas nie zawita i progów naszych umysłów nie przekroczy. Pamiętajmy, że małe szczęścia to duże szczęścia. Im jest ich więcej… tym lepiej, a to, co jest największym przygnębieniem, może okazać się zbawieniem, w którym uśmiechać będzie się do Ciebie przytulne szczęście, którego tak wypatrujesz. Wystarczy, że szeroko otworzysz oczy, wtedy do Ciebie na pewno przyjdzie.

Antoine de Saint-Exupéry

„To co jest przyczyną twoich najgłębszych cierpień, jest zarazem źródłem twoich największych radości.” A czuć radość to szczęście.

Krystyna Jadamska - Rozkrut 2010.03.07