Myśli / 2008

  • Opublikowano:

    2008-11-18
  • Odsłon:

    377

Dorosłe dzieci

Jestem facetem. Nie da się ukryć. Czy z tym dobrze, czy źle ? I tak i nie. Właściwie nie ma co narzekać, ale jakby to było gdybym urodził się jednak Bożenką (to był plan awaryjny rodziców, na wypadek braku żenidła).
Lalki, domki, zabawa w dom – trudno to sobie wyobrazić, ale z dużym prawdopodobieństwem tak mogłoby być. Chyba, że byłabym chłopczycą. Rządziłabym na podwórku i wszyscy chłopcy uganialiby się za mną, a ja nic, nawet powieka. To mogłoby być ciekawe. Do czasu, gdy wkroczyłabym w ten fascynujący okres burzy hormonów. Taka zwykła głupawka, ale w porównaniu do stu kilkudziesięciu centymetrów rozgrzanego ciała, bariera jak Tatry.
Główny problem – starzy, czyli rodzice.
Ojciec – niereformowalny gość, to jasne, poza tym i tak nigdy nie ma go w domu. Zresztą jak facet mógłby mnie zrozumieć ? Do tego stary facet ? Niemożliwe, co oznacza stratę czasu.
Gorzej, bo szukam przepisu na własną matkę. Po mojemu matka powinna być przyjaciółką. Powinna wspierać i robić wszystko, żeby jej dziecku niczego nie brakowało. Żeby życie upływało szczęśliwie. A i żebym nie musiała sprzątać, gotować, ani wynosić śmieci. Kiedyś nawet próbowałam zrozumieć muterkę, ale teraz nie mam już na to siły, ani ochoty. Ona zabiera mi radość z życia, uniemożliwia mi bycie szczęśliwą. Czuję się ubezwłasnowolniona, jak na smyczy, pozbawiona praw. Przecież jestem dorosła, a nadal nie mogę decydować o sobie. Cały czas czuję się osaczona. Ona stoi nade mną. Chciałaby kontrolować mnie jak małe dziecko. Cały czas czuję jej wpływ na moje decyzje. Właściwie to chciałaby je podejmować za mnie. Kiedy chcę wyjść na imprezę, słyszę kategoryczne "NIE". W ogóle często jej oburzenie jest abstrakcyjnie wielkie. Próbowałam z nią rozmawiać, ale zbywała mnie, nie chciała wytłumaczyć dla czego, a powinna. O niczym nie mogę decydować. A chyba mam prawo do własnego życia...
Czas jak wahadło przelatuje jednostajnie i monotonnie. Wrażenie szybkości upływu jest złudne. Czas najzwyczajniej płynie. Powolutku sączy się, jak spadające krople deszczu. Płynie i wypełnia czarę losu. Po iluś cyklach jestem nadal kobietą. Jednak zmieniło się wiele. Rodzina, dzieci, radość, miłość i smutki wypełniają moje dni. Mamy córkę. Jest taka śliczna. Dorasta szybko i dojrzewa. Zmieniła się bardzo. Ma swoje poglądy i charakter. Ania do niedawna biegała z dziećmi beztrosko po podwórku i bawiła się w piaskownicy. Tymczasem, nagle okazuje się, że tematy, które zaczynają się pojawiać w kręgu jej zainteresowań, to między innymi moda i seks. Nauka jakby przeszkadzała jej w nowym pojmowaniu świata. Na szczęście nie ma problemów w szkole. Rodzice Zuzi mają kłopot. Ania ma problem odnalezienia się w grupie rówieśników.
Najbardziej bolesne jest to, że tracę kontakt z Anią, która mnie unika. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Tak bardzo ją kocham i tak bardzo się troszczę, że trudno mi dopuścić do myśli, że w domu pojawia się ktoś, kto już za chwilę będzie mógł powiedzieć: Mamo, tato, jestem dorosła. A przecież to dopiero początek.

Chyba dobrze, że jestem facetem. Jakże to proste. Proste ? No właśnie, czy to jest proste ?
Czy rzeczywiście ojcowie są niereformowalnymi gośćmi ?
Mężczyzna – myśliwy - wojownik – tokujący samiec. To model ogólnie prezentowany. Niestety nad czym ubolewam, wielu moich kolegów w taki sposób postrzega świat. ZZZ - zdobyć, zarobić, załatwione. Tymczasem obok toczy się życie o wiele bardziej pasjonujące. Tutaj jest pełno niespodzianek i przygód. Dzisiaj mężczyźni nie muszą zdobywać. Mięso kupuje się w sklepie.
Wprowadzanie nowego człowieka w niecodzienny świat dorosłości, to główny cel macierzyństwa. Zadaniem matki jest odchowanie i wychowanie. Jednak zadaniem ojca jest wspomaganie i wprowadzenie w dorosłość. W tę dorosłość, która jest tak brutalna i nieobliczalna. W dorosłość, w której obok miłości trzeba sprawnie posługiwać się jakimkolwiek orężem, by przetrwać.
Nasze dzieci wkraczając w świat dorosłości czują, że mogą kierować swoim życiem, że mogą podejmować łatwe i trudne decyzje. My natomiast, przez pryzmat doświadczeń nie wiemy jeszcze jak bardzo będą boleć nas te wybory. Ile razy będziemy mówić a nasze dzieci będą słyszały „Chcemy dla Ciebie jak najlepiej…”.
Tylko czy dobrze dla nas i dobrze dla dzieci oznacza to samo. Mimo, że krew z krwi, nasze dzieci są już samodzielnie myślącymi jednostkami, które mają swoje odrębne potrzeby i swoje zdanie na temat wielu życiowych spraw. Nie zawsze zgodne z naszymi.
Szanuj i akceptuj, ale wskazuj i wymagaj. Twoje dziecko jest twoim partnerem. Negocjuj i szukaj kompromisu. Naucz swojego syna lub córkę, jak postępować, by tę naukę zapamiętali.
Twoje życie było szczęśliwe, burzliwe, odpowiedzialne. Kiedy wkroczyłeś w okres wprowadzania dzieci w dorosłość, to nie łódź się, że teraz będziesz miał czas dla siebie. Ten czas minął bezpowrotnie. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Pogódź się z upływającym czasem i skoncentruj się na najważniejszym, na owocobraniu. Twoje dzieci będą nimi, aż do śmierci!
Uczucia rodzicielskie, troska i chęć pomocy dziecku nie kończą się w momencie jego całkowitego usamodzielnienia się i założenia własnej rodziny. Nawet wtedy mamy pełne prawo do wyrażania swoich opinii na temat naszego życia, podejmowanych przez nas decyzji. Jednak musimy wiedzieć, że nasza troska nie może sięgać tak daleko jak kiedyś.


AB 2008.11.18
r>