Myśli / 2010

  • Opublikowano:

    2010-03-16
  • Odsłon:

    321

Czy należy obrażać, żeby żyć?

Ileż to razy słyszymy i czytamy o tym, że ktoś kogoś obraża. Wyzwiska tu i tam. Coś w tym nie tak.

Polityk oskarża polityka.  Nieważne, czy to senator, czy nie…Dziennikarz szkaluje dziennikarza. Nauczyciel donosi na nauczyciela. Aktor wydziwia na aktora. Muzyk podważa autorytet muzykowi.

Naukowiec kopie przysłowiowe dołki pod drugim naukowcem. W moim mieście radna poniżyła prezydenta miasta, nazywając go publicznie – „głupkiem, oszustem, cwaniakiem” i oskarżyła go o „kradzież mieszkania”. W 1999 roku prezydent, jako pracownik wojewody,  otrzymał mieszkanie komunalne, niezgodnie z obowiązującymi procedurami. Po wyroku sądowym , rozprawa odbyła się na wniosek prezydenta miasta, radna stwierdziła, że  - „nie powinnyśmy się obrażać, mnie chodziło tylko o prawdę…” Odpowiedź, zaiste – niepowszednia. Czy tylko dobra społeczne dyktowały radnej obraźliwe słowa? Prawdopodobnie podłożem tych inwektyw była haniebna zazdrość i zawiść. A jeżeli już pani radna chciała dowodzić swoich racji, to powinna je wyrazić kulturalnie. Powinna, ale nie chciała. Może nie wiedziała jak. Kinder sztuby nie było w dzieciństwie, to teraz zbiera owoce. Musi zapłacić za to przeprosinami i przez dwa lata nie wypowiadać się kompromitująco oraz wpłacić pięć tysięcy złotych na rzecz dziecięcego hospicjum. Za zniesławienie – konsekwencje . Nie wszystkie jednak kalumnie trafiają na salę sądową. Niektórzy ignorują je, by nie dać satysfakcji oskarżycielom. Przeklinanie, obmowa, dokuczanie są tak nagminne, że społeczeństwo często na nie reaguje.

Dobrze to czy źle? Jedni komentują , drudzy nie. W szkole, podczas przerw, uczniowie przeklinają . Dyżurujący nauczyciele słyszą, ale nie nawiązują do tego, nie zwracając uwagi bluzgającym. Mało który odnosi się do tego, bo tak wygodniej i bezpieczniej. Po co narażać się na dodatkowy stres. Lepiej udać, że niczego się nie słyszało.  Jeśli któryś z wychowawców zareaguje, może narazić się na kłopoty. Może zdarzyć się, że ktoś obrzuci ogryzkiem albo jeszcze gorszą, słowną wiązanką.

W dzielnicy grasują młodzi bandyci. Mieszkańcy nie zwracają im uwagi, że źle postępują, bo boją się. Nawet nie chcą o nich mówić. Lokator zauważa, że młodociani dewastują cudze mienie i mimo wszystko, przechodzi, milcząc.  Dlaczego tak dzieje się?  Ludzie boją się . Gdzieś zadziały się - dobre wychowanie, odwaga i honor. Pozostało tylko narzekanie. Ono wiedzie prym. Jest emocja, nie ma przeciwdziałania.

W domach, w zakładach pracy, na ulicach, wszędzie słychać wyzwiska. Mąż obraża żonę, żona – męża, rodzice poniżają dzieci, a dzieci w odwecie – rodziców. Rodzi się nowy model życia.

Obrażać, żeby żyć.  W jakim świecie żyjemy? W  świecie dzieci zdarzają się przezwiska, a w świecie ludzi dorosłych jest podobnie, ideały zostawia się za sobą. Ludzie we współżyciu rządzą się niezbyt wyszukanymi sposobami. W naszych rodzinach, w naszym kraju, jest miejsce na wyzwiska

i poniżanie godności drugiego człowieka. Większość nie wstydzi się swego złego zachowania. Mam wrażenie, że niektórzy popisują się swymi możliwościami obrażania innych. Im więcej, ktoś komuś dołoży, tym lepiej. Ludzie krzykliwi robią karierę, są w centrum zainteresowania, a oni sami, za wszelką cenę starają się, zwrócić na siebie uwagę. Wielu kreuje się na „pępek świata”. Niektórzy twórcy teatralni, chcąc  przyciągnąć widza, wybierają obraźliwe formy w pokazywaniu pewnych zjawisk erotycznych, przypisywanym środowiskom kościelnym. Rozdmuchane do niebotycznych rozmiarów pojedyncze przypadki, są niczym innym, jak bombą ubliżenia całemu środowisku. Obrażanie symboli religijnych, nie szanowanie ich, stało się tak nagminne, że wydaje się czasami, iż zdarza się, to głównie, za ogólnym przyzwoleniem. Symbole patriotyczne też podlegają szarganiu wartości. Zbyt mało przywiązuje się wagi do wychowania młodych. Ale jak wychowywać młodzież , gdy starsi nie są w tym względzie żadnym autorytetem? W dobie, kiedy

wzorce upadły i upadają, gdzie nie ma miejsca na dobre przykłady, nie ma szans na odrodzenie powszechnej kultury. Patrząc na to bez emocji, można powiedzieć bardzo prozaicznie – jeszcze trochę i bez wulgaryzmów nie da się wogle żyć. Ale czy to da ludzkości zadowolenie i jakie tego będą zgubne skutki? Wystarczy też przespacerować się po internecie, by zapoznać się z kulturą słowa naszych rodaków. Są portale i blogi, w których roi się od przekleństw. Pewna stara kobieta w swym wideoblogu popisuje się takim niecenzuralnym językiem i o, dziwo ma wielu zwolenników swej twórczości.  Brzydkie „babsko” i brzydki język. Pojawiły się słowniki inwektyw, wzorce smsów z przekleństwami o charakterze obraźliwym. Ile w tym choroby a ile złej woli? Gdzieś się w tym pogubił się człowieczy wstyd. Mocne słowo czasami jest konieczne, ale żeby zaraz stosować je jako przerywnik i obrazę to już gruba przesada. Zastanawiające jest to , że z budowlanych pejzaży pałeczkę przestrzenną, tzw. brzydkich wyrazów, podjęły „wykształciuchy” i jak widać, czują się z tym znakomicie.

Co dalej z Tobą będzie ojczysta, piękna mowo? Czesław Miłosz wiedział, że jego poezja  jest misją ratowania mowy ojczystej –

„Więc będę dalej stawiać przed tobą miseczki z kolorami,

jasnymi i czystymi, jeżeli to możliwe,

bo w nieszczęściu potrzebny jakiś ład i piękno.”

Uczmy się od prawdziwych poetów poszanowania mowy ojczystej i pamiętajmy, tyle naszej radości, ile w nas piękna słowa.

  

Krystyna Jadwiga Rozkrut  2010.03.15