Polska sztuka / Tradycja

  • Opublikowano:

    2009-05-15
  • Odsłon:

    219

Błękitna postać na tle nieba

Wszystkie babcie patrzą na jej brzuch i ręce. Twarz jest za wysoko. Kto by utrzymał tak długo głowę zadartą do góry? A długo trwa takie zgromadzenie. Najpierw trzeba pogadać z sąsiadkami, potem pieśń na powitanie, litania. Jak już człowiek wyjdzie z domu i przejdzie całą wieś, to przecież nie będzie od razu wracał. Jak się z kimś pogada, to zawsze weselej na duszy. Nie to, co siedzieć w domu samemu jak kołek. Wraca się już po zachodzie słońca. Jest czas pracy i czas modlitwy. Czas pracy jest wtedy, kiedy można otworzyć malutką bramkę i wejść na teren Maryi, żeby posprzątać, podlać kwiatki i rozwiesić kolorowe szarfy. Czas modlitwy jest wtedy, kiedy przed płotkiem stoją trzy rzędy drewnianych ławeczek. Maj to czas modlitwy.
Zanim miesiąc się zacznie, kobiety wyrywają chwasty z tulipanów rosnących przy Matce Boskiej. W tym roku same odmalowały też metalowy płotek. Na srebrno.
W maju wyciąga się z szafy starannie poskładane kolorowe chusty. Prasuje się i co wieczór wkłada na głowę. Podchodzę od tyłu do drewnianych ławeczek i widzę tylko te chusty, kołysane przez majowy wiatr.

***
– Kobiety zawsze bardziej się modlą. Chłop to wymyśli coś do roboty w domu, to na gorzałkę pójdzie, jak ma wolne. A ktoś musi przecież prosić Najświętszą Panienkę o potrzebne łaski – mówi pani Łucja w granatowej chuście w czerwone kwiaty.
W Piśmie Świętym napisane jest „Proście, a otrzymacie”. W tym roku wszyscy proszą o deszcz. Ziemia jest spragniona. Warzywa już posiane, a jakoś słabo rosną, bo kropi tylko tyle, co kot napłakał. W ostatnim rzędzie siedzi nawet jeden mężczyzna i dwóch chłopców. Wszyscy modlą się w tej samej intencji, bo wiadomo – jak susza, to mało plonów i głód. I tak jest kryzys, więc lepiej nieszczęść sobie nie dokładać.
Modlą się też o dobrą maturę dla wnuków. O to, żeby dzieci nie wyrzucono z pracy. I żeby było tak, jak dawniej, bo dawniej było dobrze.
Każdy w myślach prosi o to, co mu potrzebne. Intencji nie wypowiada się na głos. Maryja i tak wszystko słyszy.

***
Przy niebieskiej figurze nie wypowiada się słów. Przy niebieskiej figurze się śpiewa. Babcia, która siedzi w pierwszym rzędzie po prawej stronie trzyma w rękach książeczkę do nabożeństwa w białej oprawie. Zna na pamięć wszystkie wezwania z Litanii Loretańskiej, ale i tak trzyma książeczkę. Na znaną wszystkim melodię wyśpiewuje po kolei wszystkie przymioty Matki Boskiej: „Święta Panno nad pannami”... „Zwierciadło sprawiedliwości”..., „Przyczyno naszej radości”..., „Przybytku Ducha Świętego”..., „Przybytku sławny pobożności”... Wszystkie trzy rzędy ławek odpowiadają: „Módl się za nami”.
I tak codziennie po pięćdziesiąt razy, bo wezwań do Maryi jest pięćdziesiąt. Najmłodsze wezwanie wprowadzone już w XX wieku do polskiej wersji to „Królowo Polski”.
Pierwsza wersja Litanii Loretańskiej powstała już w XII wieku, prawdopodobnie we Francji. Najintensywniej modlono się nią w okolicach włoskiego Loretto, od którego wzięła swoją nazwę. W religijności ludowej wyznawcy nawiązują bardzo intymny kontakt z Maryją. Na przestrzeni wieków każdy więc dodawał od siebie nowe wezwania, by najpełniej wyrazić emocje związane z osobą Matki Boskiej. Pięć wieków po powstaniu litanii papież zakazał wprowadzania do tekstu zmian bez aprobaty Kościoła. W polskiej wersji ostatnią zmianę oficjalnie uznaną wprowadzono już w dwudziestoleciu międzywojennym.

***
W Polsce nabożeństwa majowe stały się popularne prawie dwa wieki temu. Zaczęto je odprawiać w dużych miastach – w Płocku, Toruniu, Nowym Sączu, Krakowie i Warszawie. Najbardziej propagowali je jezuici, namawiając do odprawiania nabożeństw i wydając broszury maryjne.
Kościół zachodni wprowadzając nabożeństwa majowe wzorował się na chrześcijanach wschodnich. Oni śpiewali przy kapliczkach już od V wieku. Zachód dopiero w późnym średniowieczu docenił piękno majówek. Inicjatywa wyszła od ludu, który Maryję postrzegał jako strażniczkę rodzącej się do życia przyrody.
Dziś nabożeństwa majowe żywe są tylko na wsiach. Wokół przydrożnych figur i zawieszonych na drzewach kapliczek gromadzi się codziennie wieczorem kilkanaście staruszek. Po ich śmierci Litania Loretańska pewnie ucichnie.

***
– To najweselsze z nabożeństw w Kościele – twierdzi nastoletnia Ola, która pod niebieską figurę podjeżdża na rowerze.
Ola od domu do figury ma pięć kilometrów. Nie zjawia się na nabożeństwie codziennie, bo czasem trzeba się pouczyć lub trafi się jakaś dyskoteka. Siedzi w trzecim rzędzie pomiędzy babcią w zielonej chuście i łysiejącym mężczyzną.
Oprócz starszych babć wokół niebieskich figur widać też twarze dzieci, które szybko łapią słowa melodyjnych pieśni. Czasem zdarzy się jakiś mężczyzna lub nastolatek. Za rzędami ławek spokojnie leżą psy, które wybrały się na wieczorny spacer. Zasypiają pod wpływem rytmicznego śpiewu i budzi je dopiero cisza po modlitwie.
W kościołach jest ciemno i poważnie, a wokół figur klekoczą bociany i kumkają żaby. Dlatego z babciami modlą się też kilkuletnie dzieci. Siedzą na trawie i liczą listki w koniczynach. Podnoszą głowę do góry na widok każdego przelatującego nad Maryją bociana.

***
Pieśni do Matki Boskiej brzmią głośniej, gdy śpiewa się je blisko lasów i jezior. Słowa odbijają się echem od wody i drzew i wracają ze zdwojoną siłą. Jakby śpiewało je wojsko, a nie garść kobiet o pomarszczonych policzkach.
Religijność ludowa widzi świętość w świecie. Maryja to patronka życia, które w maju budzi się wszędzie. Trawa staje się soczyście zielona, drzewa nabierają mocy, kwitną mlecze i bez. Kiedyś trzeba było zamknąć możliwości zmiany w Litanii Loretańskiej, bo inaczej nabożeństwo trwałoby w nieskończoność. Maryja Jagodna (patronka jagód) obchodzi swoje święto 31 maja. Matka Boska Strumienna (patronka rzek i strumyków) – 25 marca, Matka Boska Zielna (patronka żniw i plonów) – 25 sierpnia, a Matka Boska Siewna (patronka jesiennych zasiewów) – 8 września. W Czechach obchodzi się święto Matki Boskiej Korzennej, a w Estonii - Matki Boskiej Żytniej.
W religijności ludowej Maryja może być patronką wszystkiego. Świętość jest namacalna, a Maryja – obecna wszędzie. W kwiatach, drzewach i zielonych liściach. W zwierzętach i roślinach.

***
Zmrok z dnia na dzień zapada coraz później. Na łydkach siadają komary.
Maryja twarzą zwrócona jest na wschód. Za figurą widać rozpływające się słońce. I niebo, które robi się coraz bardziej czerwone, fioletowe, granatowe. I w końcu czarne.
Odśpiewali już pieśń na pożegnanie. Nieuporządkowaną gromadą idą wszyscy w stronę wioski. Dzieci śmieją się i biegną przodem. Łysiejący mężczyzna już dawno zniknął z pola widzenia – nie ma o czym gadać z kobietami, więc do domu wyrwał jako pierwszy. Psy leniwie ruszają ogonami, pilnując się całej gromady. A babcie w jaskrawych chustach widoczne są z daleka na tle granatowego nieba. Rozmawiają, szepczą, milkną.
Kapliczka została przy lesie, na obrzeżach wsi. Ledwo ją widać. Tylko kolorowe szarfy ruszają się pod wpływem wiatru.
- Ona nas chroni od niebezpieczeństwa. Wiadomo, co w takim lesie się czai? – powiedziała babcia, która śpiewała najgłośniej.


IM 2009.05.15